Rok 1997. Luc Besson postanawia nakręcić film, który przez lata będzie funkcjonował jako punkt odniesienia dla całego gatunku science fiction. Nie chodzi tylko o efekty specjalne, kostiumy Jeana-Paula Gaultiera czy muzykę Erica Serry. Chodzi o coś znacznie trudniejszego do zdefiniowania – o energię, którą na ekranie tworzą konkretni ludzie z konkretnymi twarzami. Piąty Element obsada to temat, który warto rozłożyć na czynniki pierwsze, bo za fasadą kultowego statusu kryje się kilka decyzji castingowych genialnych, kilka wątpliwych i przynajmniej jedna, która do dziś budzi mieszane uczucia. Film dostępny jest m.in. na platformie Prime Video, więc okazja do weryfikacji własnych wspomnień zawsze jest pod ręką. I powiem wam szczerze – nie każde wspomnienie wychodzi z tego starcia obronną ręką.
Kim są bohaterowie tej galaktycznej układanki
Zanim przejdziemy do analizy, krótkie wprowadzenie dla tych, którzy – co trudno pojąć, ale możliwe – z filmem Bessona nie mieli jeszcze kontaktu. Akcja rozgrywa się w XXIII wieku, głównie w futurystycznym Nowym Jorku. Korben Dallas, taksówkarz z przeszłością komandosa, wbrew własnej woli zostaje wplątany w misję ocalenia świata. Narzędziem ocalenia jest tajemnicza istota o imieniu Leeloo, wcielenie tytułowego Piątego Elementu. Naprzeciw dobra stoi Jean-Baptiste Emanuel Zorg – przemysłowiec finansujący siły zła. W tle kręci się ekscentryczny DJ, kapłan i gromadka kosmitów. Brzmi jak scenariusz napisany przez nastoletniego fana komiksu? Bo właśnie tak zrodził się ten pomysł – Besson zaczął go tworzyć jako nastolatek. I to widać. Zarówno w zaletach, jak i wadach.
Pełna obsada Piątego Elementu – tabela z oceną
| Aktor | Rola | Odcinki / Rok | Ocena (1–10) | Komentarz |
|---|---|---|---|---|
| Bruce Willis | Korben Dallas | 1997 | 7/10 | Solidny, charyzmatyczny, choć grający na autopilocie |
| Milla Jovovich | Leeloo | 1997 | 9/10 | Rola życia – fizyczna, emocjonalna, absolutnie magnetyczna |
| Gary Oldman | Jean-Baptiste Emanuel Zorg | 1997 | 8/10 | Teatralny i przerysowany, ale celowo – i to działa |
| Chris Tucker | Ruby Rhod | 1997 | 6/10 | Polaryzujący, ale autentycznie szalony – miłość albo nienawiść |
| Ian Holm | Ojciec Vito Cornelius | 1997 | 8/10 | Cicha precyzja w morzu chaosu – niedoceniany filar obsady |
| Luke Perry | Billy | 1997 | 5/10 | Epizod, który mógłby nie istnieć |
| Brion James | General Munro | 1997 | 6/10 | Funkcjonalny, bez niespodzianek |
| Tommy Lister Jr. | Prezydent Lindberg | 1997 | 6/10 | Wiarygodna powaga w absurdalnym świecie |
| Lee Evans | Fog | 1997 | 5/10 | Komediowy rekwizyt, nie postać |
| Charlie Creed-Miles | David | 1997 | 5/10 | Tło z twarzą |
Zobacz także obsadę Valerian i Miasto Tysiąca Planet – kolejnego projektu science fiction Luca Bessona.
Obsada Piąty Element – casting, który łamał zasady i tworzył nowe
Kiedy mówię, że Piąty Element obsada to temat zasługujący na głębszą analizę, nie mam na myśli akademickiego referatu. Mam na myśli konkretne pytanie: czy Besson dokonał właściwych wyborów? Czy zebrał na planie ludzi, którzy stworzyli coś więcej niż sumę swoich osobnych kreacji?
Odpowiedź jest skomplikowana. Z jednej strony mamy casting absolutnie odważny – nieznana wtedy szerzej Milla Jovovich w roli istoty niemal bezsłownej, Gary Oldman grający czarny charakter z akcentem i fryzurą, które nie mają żadnego uzasadnienia fabularnego, Chris Tucker jako galaktyczny DJ o głosie zdolnym przebudzić umarłych. Z drugiej strony – Bruce Willis w roli, którą mógłby zagrać przez sen, bo właściwie już grał jej warianty wielokrotnie.
Casting pod kątem Piąty Element aktorzy to fascynująca mieszanina ryzyka i bezpieczeństwa. Besson ubezpiecza się Willisem – bankową twarzą Hollywood lat dziewięćdziesiątych – i jednocześnie obsadza resztę ekranu postaciami, które w żadnym innym filmie tamtego okresu by się nie pojawiły. To strategia, która się opłaciła. Film zarobił na całym świecie ponad 260 milionów dolarów, stając się jednym z największych przebojów roku.
Bruce Willis
Bruce Willis – człowiek, który nie musi się starać, żeby wygrać
Powiedzmy sobie wprost: Korben Dallas to rola napisana dla Bruce’a Willisa albo dla kogoś dokładnie takiego jak Bruce Willis. Zmęczony bohater z ciężką przeszłością, ironiczny dystans, gotowość do akcji w każdej chwili. Jeśli oglądaliście Piąty Element, a wcześniej widzieliście chociażby jeden film z serii Szklana Pułapka, wiecie dokładnie, co dostajecie.
I właśnie tu tkwi problem. Willis jest dobry. Jest charyzmatyczny. Ekran go lubi, kamera go lubi, publiczność go lubi. Ale czy daje cokolwiek nowego? Czy ryzykuje choć trochę? Nie bardzo. Korben Dallas mógłby być Johnem McClane’em w innym kostiumie. Chemia między nim a Jovovichy jest prawdziwa – i to ratuje wiele scen – ale to zasługa jego partnerki, nie jego własnej inwencji.
Ocena: 7/10 – solidna robota, lecz pozbawiona odwagi.
Milla Jovovich
Milla Jovovich – jak zagrać kogoś, kto nie jest człowiekiem
Tu nie ma miejsca na ironię. Milla Jovovich w roli Leeloo to jedna z najlepszych kreacji w historii kina science fiction lat dziewięćdziesiątych. Mówimy o roli, w której aktorka przez znaczną część filmu komunikuje się językiem wymyślonym na potrzeby produkcji, wyraża emocje głównie przez ciało i spojrzenie, i jednocześnie musi być wiarygodna zarówno jako istota nieludzka, jak i jako ktoś, kto stopniowo odkrywa człowieczeństwo.
To jest rola, przy której większość aktorek by się wywróciła. Jovovich nie tylko nie upada – ona leci. Fizycznie nienagannie przygotowana do sekwencji akcji, emocjonalnie autentyczna w momentach, gdy Leeloo zetknąć się musi z brutalnością ludzkiego świata. Scena, w której postać odkrywa znaczenie słowa „war”, jest krótka i nie opiera się na żadnym dialogu. A jednak zostaje z widzem na długo.
Warto przypomnieć, że Jovovich miała wówczas zaledwie dwadzieścia jeden lat. To nie jest błahostka.
Ocena: 9/10 – rola, dla której warto obejrzeć film choćby po raz szósty.
Gary Oldman
Gary Oldman – wolność aktora, który dostał pełne przyzwolenie na szaleństwo
Gary Oldman jako Zorg to przykład aktorstwa, które by nie istniało w projekcie obliczonym wyłącznie na bezpieczny sukces. Zorg jest przerysowany, teatralny, momentami wręcz groteskowy. Jego akcent, fryzura, białe garnitury – wszystko to razem tworzy postać, która logicznie rzecz biorąc nie powinna działać. A jednak działa, i to doskonale.
Oldman jest jednym z tych aktorów, którzy rozumieją, że w pewnych gatunkach nadmiar jest cnotą. Zorg nie jest realistycznym antagonistą – jest ikoną filmowego zła w stylu komiksowym. I Oldman tworzy tę ikonę z pełną świadomością i ogromną przyjemnością. Każda scena z jego udziałem ma tę specyficzną energię, której nie da się podrobić: człowiek naprawdę świetnie się bawi i zaraża tym widownię.
Ocena: 8/10 – może nie jego najgłębsza kreacja, ale jedna z najbardziej zapamiętywanych.
Więcej znajdziesz tutaj: obsada Matrix Reaktywacja – inny klasyczny przykład kina science fiction z niezapomnianymi kreacjami aktorskimi.
Chris Tucker i Ian Holm – dwa bieguny drugoplanowego aktorstwa
Piąty Element obsada drugoplanowa to historia dwóch zupełnie różnych podejść do roli.
Chris Tucker jako Ruby Rhod to postać, która albo robi ci dzień, albo sprawia, że szukasz pilota. Jego DJ jest głośny, przesadzony, histeryczny i nieustannie obecny. W 1997 roku Tucker był wschodzącą gwiazdą komedii i Besson dał mu pełną swobodę. Efekt jest ekstremalny. Osobiście uważam, że Tucker robi tu dokładnie to, co do niego należy – tworzy postać absolutnie oryginalną, której nie można wyciąć z narracji bez naruszenia jej rytmu. Ale rozumiem wszystkich, którym Ruby Rhod zwyczajnie przeszkadza.
Ian Holm to zupełnie inna historia. Ojciec Cornelius to rola wymagająca precyzji, nie spektaklu. Holm – aktor z klasycznym teatralnym wykształceniem – gra człowieka zdesperowanego, wierzącego, nieco zabawnego w swojej powadze, a jednocześnie autentycznie szlachetnego. Nie ma tu ani jednej fałszywej nuty. W filmie pełnym krzyku i neonów, Holm jest ciszą. I właśnie dlatego jest tak cenny.
Podobny przypadek to obsada X-Men 2 – kolejny film, w którym drugoplanowi aktorzy niosą na barkach znacznie więcej, niż wynikałoby z ich czasu ekranowego.
Gdy gwiazdy gasną: o tych, którzy zostali tylko tłem
Luke Perry, Lee Evans, Charlie Creed-Miles – nazwy te mogą wywołać w pamięci twarze, ale niekoniecznie konkretne momenty. I to jest najcelniejsza krytyka, jaką można postawić castingowi w przypadku Piąty Element obsada i role poboczne.
Besson zebrał na planie ciekawe osobowości, ale nie wszystkim dał przestrzeń do zaistnienia. Perry pojawia się na początku i znika. Evans kręci się wokół Willisa jako komediowy rekwizyt. To nie jest problem aktorów – to problem scenariusza, który te postacie traktuje instrumentalnie. Mogłyby być zagrane przez kogokolwiek i film nie zmieniłby się ani o milimetr.
W kinie z prawdziwymi ambicjami dramatycznymi, każdy epizod powinien mieć wagę. Tutaj część obsady istnieje wyłącznie po to, by wypełnić tło.
Między nostalgią a rzeczywistością: co mówi nam ten film o współczesnym castingu
Oglądając Piąty Element w 2024 roku, nie sposób nie myśleć o tym, jak zmienił się przemysł filmowy. Dziś taki projekt zostałby zaprojektowany pod streaming, pod algorytm, pod „różnorodność demograficzną”, pod marketingowe słupki. Casting byłby podyktowany nie tyle wizją artystyczną reżysera, co tabelkami z działu PR i listą aktualnie gorących nazwisk z TikToka.
Besson obsadził Millę Jovovich, bo chciał Millę Jovovich. Miał wizję postaci i znalazł człowieka, który tę wizję ucieleśni. Dziś taką decyzję poprzedzałyby miesiące focus groups i analiz mediów społecznościowych. Efekt byłby prawdopodobnie bezpieczniejszy i znacznie mniej interesujący.
To nie jest nostalgiczne mamrotanie „kiedyś to było kino”. To obserwacja faktu: Piąty Element powstał w momencie, gdy studia filmowe jeszcze pozwalały reżyserom z wizją na realizację tej wizji. Z całymi jej dziwnościami, ekscesami i genialnym chaosem.
Podsumowanie – film, który broni się obsadą mimo własnych słabości
Piąty Element obsada to jedno z tych zestawień, które bronią produkcji nawet wtedy, gdy inne elementy zawodzą. Scenariusz ma dziury, logika fabularna momentami się chwieje, a świat przedstawiony jest bardziej bajkowy niż spekulatywny. A jednak film trzyma, bo ludzie na ekranie są prawdziwi w swoich rolach – nawet jeśli te role są celowo nierealistyczne.
Jovovich tworzy ikonę. Oldman dostarcza rozrywki najwyższej próby. Holm daje filmowi godność. Willis robi swoje – co nie jest pochwałą, ale i nie jest krytyką. Tucker polaryzuje, ale nie jest błędem.
Razem tworzą coś, czego nie da się wyprodukować w algorytmie: energię, którą czuć nawet po blisko trzydziestu latach od premiery.
Najczęściej zadawane pytania
Kto gra główną rolę w Piątym Elemencie?
Główne role grają Bruce Willis jako Korben Dallas i Milla Jovovich jako Leeloo. To między nimi rozgrywa się centralna historia filmu.
Kto gra czarny charakter w Piątym Elemencie?
Antagonistą jest Jean-Baptiste Emanuel Zorg, w tej roli Gary Oldman – jeden z najlepszych złoczyńców kina lat dziewięćdziesiątych.
Która rola w Piątym Elemencie jest najlepsza?
Zdecydowanie Milla Jovovich jako Leeloo. To kreacja fizyczna, emocjonalna i lingwistyczna zarazem – wymagająca i wykonana perfekcyjnie.
Która rola jest najsłabsza?
Postacie drugoplanowe takie jak Billy (Luke Perry) czy Fog (Lee Evans) są scenariuszowo niedopracowane i mogłyby nie istnieć bez szkody dla filmu.
Czy warto oglądać Piąty Element w 2024 roku?
Zdecydowanie tak – szczególnie dla obsady. Film dostępny jest m.in. na Prime Video i broni się jako klasyka gatunku pomimo upływu czasu.
Czy Chris Tucker w Piątym Elemencie to dobra rola?
To rola skrajnie polaryzująca. Tucker gra Ruby Rhoda z pełnym zaangażowaniem i tworzy postać absolutnie oryginalną – ale głośną do granic wytrzymałości. Jedni to kochają, inni po prostu wytrzymują.

















