Są filmy, które już na etapie castingu ogłaszają swoje ambicje głośniej niż jakikolwiek zwiastun. Luc Besson, reżyser z wizją na miarę kinowego architekta, wrócił w 2017 roku z projektem życia – adaptacją kultowego francuskiego komiksu Jean-Claude’a Mézièresa i Pierre’a Christina. Valerian i Miasto Tysiąca Planet miał być odpowiedzią na dominację Marvela i DC, europejskim głosem w świecie blockbusterów science fiction, opowieścią większą od wszystkiego, co Besson robił wcześniej. I pod wieloma względami jest to film imponujący wizualnie. Ale kino to nie tylko efekty specjalne. Kino to też ludzie – a dokładniej: aktorzy, którzy w te efekty muszą wnieść życie.
Valerian i Miasto Tysiąca Planet obsada to temat, przy którym warto się zatrzymać dłużej niż na chwilę. Bo casting tego filmu jest opowieścią samą w sobie – o tym, jak Hollywood (i euroamerykański przemysł filmowy) podejmuje decyzje obsadowe, jak miesza artyzm z marketingiem, jak stawia na nazwiska i twarze zamiast na chemię i wiarygodność. Efekt? Nierówny. Momentami zachwycający, momentami frustrujący.
Obsada Valerian i Miasto Tysiąca Planet – między ambicją a schematem
Zacznijmy od pytania, które przy każdym dużym projekcie fantastyczno-naukowym powinno paść jako pierwsze: kto tu gra i dlaczego właśnie te osoby? Valerian i Miasto Tysiąca Planet aktorzy to zestaw wyborów, które z pozoru wyglądają odważnie. Dane DeHaan jako tytułowy agent Valerian – nieoczywisty wybór. Cara Delevingne jako Laureline – wybór, który można określić jako modelowo marketingowy. Rihanna w roli Bubble – wybór, który w 2017 roku generował więcej nagłówków niż jakikolwiek inny element produkcji. Ethan Hawke w epizodzie – wybór, który mówi więcej o ambicjach reżysera niż o logice scenariusza. Clive Owen jako Komandor Filitt – wybór klasyczny, bezpieczny, przewidywalny.
Casting tego filmu jest jak stacja Alpha tytułowego Miasta Tysiąca Planet: ogromny, różnorodny, pełen egzotycznych elementów. Ale nie wszystkie te elementy harmonijnie ze sobą współpracują. Besson zebrał wokół siebie interesujące twarze, ale nie zawsze wiedział, co z nimi zrobić. To casting ambitny w zamierzeniu, nierówny w wykonaniu i momentami wyraźnie podporządkowany logice marketingowej, a nie artystycznej.
Nie jest tak, że ten film jest aktorsko zły w całości. Jest nierówny. I ta nierówność boli bardziej niż gdyby był po prostu słaby od początku do końca.
Tabela obsady z oceną
| Aktor | Rola | Ocena (1–10) | Komentarz |
|---|---|---|---|
| Dane DeHaan | Valerian | 5/10 | Niedobrana rola – brak charyzmy wymaganej od bohatera akcji |
| Cara Delevingne | Laureline | 6/10 | Lepiej niż się spodziewałem, ale wciąż za dużo modeli, za mało aktorki |
| Clive Owen | Komandor Arun Filitt | 7/10 | Solidny, wiarygodny, robi z materiału maksimum |
| Rihanna | Bubble | 7/10 | Zaskakująco dobra – naturalna i charyzmatyczna |
| Ethan Hawke | Jolly the Pimp | 8/10 | Krótka rola, ale gra z pełnym zaangażowaniem i kradnie sceny |
| Herbie Hancock | Minister | 5/10 | Epizodyczny, bez wyrazistości |
| Kris Wu | Sergeant Neza | 5/10 | Poprawny, ale nijaki |
| Alain Chabat | Głos/Bob | 6/10 | Dobra komediowa energia |
Główne role pod lupą
Dane DeHaan jako Valerian
To jest centralny problem tego filmu i jednocześnie jego największa obsadowa kontrowersja. Dane DeHaan to aktor utalentowany – udowodnił to w Chronicle czy Kill Your Darlings. Ale Valerian to postać wymagająca czegoś innego: magnetyzmu, fizycznej pewności siebie, swobody w prowadzeniu scen akcji i – co kluczowe – chemii z partnerką.
DeHaan gra Valerian jako chłopca, który chce być mężczyzną. I może właśnie o to chodziło Bessonowi. Tyle że Valerian i Miasto Tysiąca Planet kto gra tytułowego bohatera powinien móc udźwignąć ciężar dwugodzinnego blockbustera. DeHaan tego ciężaru nie udźwiga. Jest zbyt miękki tam, gdzie powinna być stalowa linia. Sceny romansowe brzmią płasko, sceny akcji wyglądają jak próba generalna. Nie ma tu klasycznej charyzmy Harrisona Forda, nie ma brawury Chrisa Pratta, nie ma nawet tej specyficznej nerwowości, którą DeHaan potrafił świetnie grać we wcześniejszych rolach.
Można powiedzieć, że DeHaan zagrał dobrze rolę, do której nie pasował. To nie jest rzadki problem w Hollywood – ale w filmie za ponad 200 milionów dolarów boli szczególnie.
Ocena: 5/10
Cara Delevingne jako Laureline
Kiedy ogłoszono casting Cara Delevingne, branżowe serwisy reagowały z mieszaniną ekscytacji i sceptycyzmu. Modelka, twarz kampanii reklamowych, ikona Instagrama – a teraz główna rola w wielkim filmie science fiction. Marketing pisał się sam. Pytanie: czy aktorstwo szło za tym nazewnictwem?
Odpowiedź jest bardziej skomplikowana niż prosta pochlebność lub atak. Delevingne jako Laureline w Valerian i Miasto Tysiąca Planet jest – niespodziewanie – dość przekonująca. Nie wybitna. Nie rewelacyjna. Ale ma naturalną lekkość, fizyczną obecność na ekranie i chwilami autentyczny błysk w oczach, którego brakuje u jej filmowego partnera. Problem polega na tym, że Laureline jest postacią napisaną jako silna, inteligentna, niezależna kobieta, a Delevingne gra ją bardziej na intuicji niż na warsztacie. Efekt jest znośny, ale potencjał postaci zostaje zmarnowany.
Warto odnotować coś gorzko ironicznego: Laureline to bohaterka, która w oryginale komiksowym przez lata była symbolem feministycznej narracji science fiction. Obsadzenie w tej roli modelki-influencerki to albo gest postmodernistyczny, albo decyzja czysto marketingowa. Skłaniam się ku tej drugiej interpretacji.
Ocena: 6/10
Ethan Hawke jako Jolly the Pimp
I tu muszę się zatrzymać, bo to jest przypadek aktora, który pojawia się na ekranie może przez dziesięć minut i sprawia, że przez te dziesięć minut zapominasz o wszystkich wcześniejszych problemach z filmem.
Ethan Hawke jako Jolly – ekscentryczny, dwuznaczny moralnie właściciel przybytku na stacji kosmicznej – to jedna z tych ról drugoplanowych, które definiują, czym różni się prawdziwy aktor od twarzy spełniającej funkcję castingową. Hawke wchodzi na ekran z pełną gamą: jest śmieszny, niepokojący, ma własną historię wpisaną w każdy gest i spojrzenie. Gra kogoś, kto żyje poza prawem, ale nie jest karykaturą.
To jest rola, którą większość aktorów zagrałaby płasko. Hawke zagrał ją z głębią i humorem jednocześnie. I właśnie dlatego kradnie sceny w filmie, w którym powinni je kraść główni bohaterowie.
Ocena: 8/10
Rihanna jako Bubble
Muszę być uczciwy: szedłem na ten film z założeniem, że Rihanna będzie jego najsłabszym ogniwem aktorskim. Że to klasyczny przykład obsadzenia kogoś za to, kim jest poza ekranem, a nie za to, co potrafi przed kamerą.
Myliłem się. Przynajmniej częściowo.
Rihanna jako kształtozmienna tancerka Bubble jest zaskakująco dobra. Ma naturalną, niewysiloną obecność przed kamerą, jej scena przemiany jest wizualnie piękna, a krótki emocjonalny łuk tej postaci gra w sposób, który – szczerze – zaskakuje. Nie twierdzę, że Rihanna jest wybitną aktorką dramatyczną. Ale w tej roli jest na swoim miejscu. A to w branży filmowej jest rzadkością niezależnie od poziomu sławy.
Jej sceny należą do tych, przy których widz nie patrzy na zegarek.
Ocena: 7/10
Clive Owen jako Komandor Arun Filitt
Clive Owen to aktor, który przez lata był typowany jako potencjalny James Bond i ostatecznie nigdy nim nie został. Zamiast tego buduje karierę na solidnych, wiarygodnych, często niedocenianych rolach charakterystycznych. W Valerian i Miasto Tysiąca Planet gra Komandora Filitta – postać, od której oczekujemy niejednoznaczności moralnej i władczości jednocześnie.
Owen dostarcza obu. Jego Filitt jest zimny, kontrolowany i przekonujący nawet wtedy, gdy scenariusz daje mu materiał ewidentnie poniżej jego możliwości. Owen robi z tej roli maksimum – co jest zarówno komplementem dla aktora, jak i krytyką dla scenarzystów.
To rola bezpieczna. Przewidywalna. Ale wykonana z klasą.
Ocena: 7/10
Zobacz także nasz artykuł o obsadzie X-Men: Pierwsza Klasa, gdzie casting science fiction również stał się opowieścią samą w sobie.
Role drugoplanowe – tło czy siła tej historii?
Valerian i Miasto Tysiąca Planet bohaterowie to nie tylko dwójka tytułowych agentów. Film ma całą galerię postaci drugoplanowych, które pojawiają się i znikają z prędkością warp drive. Problem polega na tym, że większość z nich to tło, nie siła narracyjna.
Kris Wu jako Sergeant Neza jest postacią, której mogłoby nie być – i nikt by nie zauważył braku. Herbie Hancock w roli Ministra pojawia się i znika, zanim zdążysz go zapamiętać. To problem strukturalny: Besson stworzył wszechświat tak rozbudowany wizualnie, że postaci drugoplanowe gubią się w jego bogactwie.
Wyjątkiem – jak już pisałem – jest Hawke. I to jest smutna prawidłowość: im krótszy czas ekranowy, tym bardziej wyraziste aktorstwo. Jakby ci aktorzy wiedzieli, że mają tylko chwilę, więc grają z pełną mocą. A ci, którzy mają czas, pozwalają sobie na lenistwo narracyjne.
Najlepsza i najsłabsza rola w Valerian i Miasto Tysiąca Planet
Najlepsza rola: Ethan Hawke jako Jolly the Pimp
Ethan Hawke w epizodycznej roli Jolly’ego robi coś, czego nie potrafi zrobić żaden z głównych bohaterów tego filmu: sprawia, że na chwilę zapominasz, że oglądasz spektakl CGI za dwieście milionów dolarów, i zaczynasz wierzyć, że patrzysz na prawdziwego człowieka w dziwnym świecie. To jest właśnie aktorstwo. Nie twarz przed greenscreenem, nie odczytywanie kwestii z telepromptera wyobraźni. To konkretna decyzja artystyczna przy każdym zdaniu, każdym geście.
Hawke przychodzi na gotowe – w świat zbudowany przez innych, w kostium, w scenografię – i mimo to jest sobą. To paradoks, który rozumieją tylko najlepsi aktorzy.
Najsłabsza rola: Dane DeHaan jako Valerian
Przy całym szacunku dla talentu DeHaana – ta rola po prostu nie wyszła. I nie jest to wyłącznie wina aktora. To jest wina decyzji obsadowej, która postawiła wrażliwość artystyczną tam, gdzie potrzebna była charyzma blockbusterowa. Valerian powinien być postacią, za którą widz podąża przez dwie godziny z entuzjazmem. Za DeHaanem podąża się z cierpliwością.
Sprawdź również analizę: Obsada Władca Pierścieni: Powrót Króla – kolejny przykład epickiego kina, w którym dobór aktorów zadecydował o emocjonalnym ciężarze produkcji.
Filmografia – rozwój czy powtarzanie ról?
Dane DeHaan
- Chronicle
- Kill Your Darlings
- A Cure for Wellness
- Valerian i Miasto Tysiąca Planet
DeHaan buduje karierę na rolach chłopców z problemem – wrażliwych, często mrocznych, zagubionych. Valerian był próbą wyjścia poza ten schemat. Próbą nieudaną.
Cara Delevingne
- Paper Towns
- Valerian i Miasto Tysiąca Planet
Po Paper Towns próbowała udowodnić, że modelka może być aktorką. W Valerian robi krok do przodu w stosunku do swojego debiutu. Mały krok. Ale jednak.
Ethan Hawke
- Przed Wschodem Słońca
- Training Day
- Boyhood
- Valerian i Miasto Tysiąca Planet
Hawke nie musi nic nikomu udowadniać. To aktor, który konsekwentnie wybiera ciekawe projekty i konsekwentnie jest w nich lepszy, niż wymaga rola. W Valerian nie jest inaczej.
Rihanna
- Valerian i Miasto Tysiąca Planet
Bubble to jej poważniejszy krok w stronę kina. Pytanie, czy pójdzie dalej tą drogą, czy wróci do muzyki i kampanii reklamowych – historia pozostaje otwarta.
Czy obsada działa jako zespół?
Krótka odpowiedź: nie w pełni.
Chemia między DeHaanem a Delevingne jest problemem, który widz czuje od pierwszych scen. Ich romans ma być osią emocjonalną całego filmu. Zamiast tego jest elementem, który widz akceptuje intelektualnie, ale nie czuje sercowo. Kiedy Valerian mówi Laureline, że ją kocha – jest to informacja scenariuszowa, nie moment emocjonalny.
To jest fundamentalny problem produkcji. Możesz mieć najpiękniejsze efekty specjalne w historii kina (a Valerian ma zdjęcia naprawdę zachwycające), ale jeśli główna relacja nie gra, film traci swój emocjonalny kręgosłup.
Valerian i Miasto Tysiąca Planet obsada i role tworzą ensemble, który w scenach zbiorowych działa znośnie, ale w scenach dwuosobowych – szczególnie tych kluczowych dla fabuły – brakuje napięcia, ciepła i wiarygodności jednocześnie.
Więcej o tym, jak obsada fantasy i science fiction wpływa na odbiór widowiskowych produkcji, przeczytasz tutaj: Obsada Opowieści z Narnii: Książę Kaspian.
Czy Valerian i Miasto Tysiąca Planet to dobrze obsadzona produkcja?
Casting tego filmu to archetyp decyzji podejmowanych pod marketing, a nie pod historię.
Rihanna generuje nagłówki. Cara Delevingne generuje ruch w mediach społecznościowych. Ethan Hawke nadaje projektowi artystyczny prestiż. Clive Owen daje mu wiarygodność dramatyczną. A Dane DeHaan miał być nieoczywistym wyborem, który zaskoczy krytyków. Problem w tym, że zaskoczyć krytyków to za mało – trzeba jeszcze przekonać widzów.
Czy Valerian i Miasto Tysiąca Planet cast jest słaby? Nie. Czy jest optymalny? Absolutnie nie. To jest casting, który wygląda świetnie w pressbooku i działa nierówno na ekranie.
Besson chciał stworzyć film niepodobny do niczego. Pod względem wizualnym mu się to udało. Pod względem obsadowym – stworzył produkcję, która mogła być czymś wyjątkowym, a jest czymś ciekawym. I ta różnica boli.
Jednym zdaniem: czym jest Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
To jest film, który wygląda jak arcydzieło i gra jak solidny blockbuster ze zbyt dużą ambicją i zbyt małą chemią aktorską. Luc Besson stworzył piękny wszechświat, do którego zaprosił ludzi, którzy nie zawsze wiedzieli, jak się w nim poruszać. Valerian i Miasto Tysiąca Planet to kino imponujące i frustrujące w równych proporcjach – i to jest właśnie jego największy problem.
Czy warto obejrzeć Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
Valerian i Miasto Tysiąca Planet gdzie oglądać? Film jest dostępny na platformach streamingowych, m.in. Canal+, a także na nośnikach fizycznych.
I tak – warto go obejrzeć. Ale z odpowiednim nastawieniem.
Jeśli szukasz kina emocjonalnie angażującego, z silnymi bohaterami i wiarygodną relacją głównej pary – możesz się zawieść. Jeśli szukasz widowiska science fiction z niezwykłą wyobraźnią wizualną, z kilkoma naprawdę świetnymi scenami (sekwencja w Marché Intergalactique to jedno z najpiękniejszych dziesięciu minut w kinie science fiction ostatnich lat) i z paroma aktorskimi perłami w drugoplanowych rolach – znajdziesz tu coś wartościowego.
To nie jest kino ambitne w sensie artystycznym. To jest kino ambitne w sensie produkcyjnym. A to nie to samo.
Dla fanów komiksu, dla miłośników gatunku science fiction i dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wyglądają 200 milionów dolarów zamienione w piksele – Valerian i Miasto Tysiąca Planet to seans konieczny. Dla reszty – opcjonalny, ale nie żałowany.
Najczęściej zadawane pytania
Kto gra główne role w Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
Główne role grają Dane DeHaan jako agent Valerian i Cara Delevingne jako Laureline. W ważnych rolach drugoplanowych wystąpili Clive Owen, Rihanna, Ethan Hawke i inni.
Kto zagrał najlepiej w Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
Według oceny recenzenta zdecydowanie wyróżnia się Ethan Hawke w epizodycznej roli Jolly’ego – gra krótko, ale z wyjątkową precyzją i energią. Miłym zaskoczeniem jest też Rihanna w roli Bubble.
Kto zagrał najsłabiej w Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
Dane DeHaan jako tytułowy Valerian to najbardziej problematyczny element castingu – aktor utalentowany, ale wyraźnie niedobrany do roli blockbusterowego bohatera akcji.
Czy Rihanna dobrze gra w Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
Tak – ku zaskoczeniu wielu krytyków, Rihanna wypada w tej roli naturalnie i przekonująco. Jej sceny należą do przyjemniejszych momentów filmu.
Czy Valerian i Miasto Tysiąca Planet jest wart obejrzenia?
Tak, szczególnie dla fanów science fiction i kina widowiskowego. Pod względem wizualnym to jeden z najbardziej imponujących filmów fantastycznych dekady. Aktorsko – produkcja nierówna, ale nie beznadziejna.
Na czym oparty jest film Valerian i Miasto Tysiąca Planet?
Film jest adaptacją kultowego francuskiego komiksu autorstwa Jean-Claude’a Mézièresa i Pierre’a Christina, wydawanego od 1967 roku. To jeden z najbardziej wpływowych komiksów science fiction w historii europejskiej kultury popularnej.

















